Są w polskim motocrossie miejsca, których nie da się opisać wyłącznie przez wyniki, tabele i kolejne rundy zawodów. Za każdym takim miejscem stoją ludzie. Ludzie, którzy wiele lat temu mieli pomysł, pasję i determinację, żeby stworzyć coś praktycznie od zera.
Jednym z takich miejsc jest Stryków.
A jednym z ludzi, bez których trudno opowiedzieć historię motocrossu w tym mieście, jest Zbigniew Orłamowski.

Dziś historia zatacza kolejne koło. 12–13 września 2026 roku Stryków stanie się areną finałowej rundy AMIC Energy Motocross 2026. To będzie nie tylko walka o ostatnie punkty sezonu. To także kolejny rozdział historii miejsca, w którym motocross obecny jest od kilku dekad.
Zbigniew Orłamowski – od 1975 roku z PZM i motocrossem

Historia Zbigniewa Orłamowskiego w sporcie motorowym zaczyna się znacznie wcześniej niż historia samego motocrossu w Strykowie.
Od 1975 roku jest członkiem i zawodnikiem Polskiego Związku Motorowego.
Jego motocrossowe korzenie prowadzą do Lipna. To właśnie tam, wspólnie z Jerzym Zielińskim, uczestniczył w budowie toru motocrossowego.
Lipno stało się dla niego ważnym miejscem sportowej drogi, ale kolejnym wielkim rozdziałem miał być Stryków.
Z Lipna do Strykowa
Po doświadczeniach zdobytych w Lipnie Zbigniew Orłamowski zaangażował się w tworzenie motocrossu w Strykowie.
Robił to wspólnie z Kazimierzem Witczakiem oraz jego synem.
To właśnie ta grupa ludzi tworzyła podstawy środowiska, które przez kolejne dziesięciolecia miało być widoczne na motocrossowej mapie Polski.
Kazimierz Witczak był prezesem strykowskiego motocrossu do 2002 roku.
Jego wkład w rozwój tej dyscypliny został w Strykowie doceniony w wyjątkowy sposób.
W 2006 roku uchwałą Rady Miejskiej w Strykowie tor motocrossowy otrzymał imię Kazimierza Witczaka.
To nie jest tylko nazwa obiektu.
To przypomnienie człowieka, który zostawił po sobie trwały ślad w historii miejscowego sportu.

Stryków zawsze był widoczny na sportowej arenie
Historia klubu to jednak nie tylko działacze i organizatorzy.
To przede wszystkim zawodnicy, którzy przez kolejne lata reprezentowali Stryków na torach w całej Polsce.
I tutaj Pan Zbyszek szczególnie podkreśla nazwiska ludzi, o których w tej historii trzeba pamiętać.
Wśród zawodników związanych ze strykowskim motocrossem znaleźli się mistrzowie Polski i czołowi reprezentanci tej dyscypliny:
Jerzy Gałaj
Paweł Wizgier
śp. Daniel Wojtczak
Maciej Strugiński
Marcin Gorący
Dariusz Siuda
oraz Krzysztof Jarmuż – zawodnik, którego sportowa droga zaprowadziła także na jedną z najbardziej legendarnych imprez świata. Jarmuż był kilkukrotnym uczestnikiem Rajdu Dakar.
To nazwiska różnych pokoleń, ale wszystkie tworzą jedną wspólną historię – historię strykowskiego motocrossu.

A historia trwa dalej
Największą wartością klubu jest jednak to, że za dawnymi mistrzami pojawiają się następni.
Dzisiaj Stryków ma kolejne pokolenie zawodników, które już walczy o sukcesy albo dopiero rozpoczyna drogę prowadzącą do największych wyników.
Pan Zbyszek mówi o nich jako o obecnych i przyszłych mistrzach.
To:
Tymoteusz Dąbrowski
Wincenty Wroński
Kacper Kośmider
Filip Smolczyński
Hubert Miśkiewicz
oraz Damian Kwestarz.
I właśnie to jest chyba najlepszym dowodem na zdrowie każdego klubu.
Nie tylko wspominać wielkich zawodników z przeszłości, ale mieć także młodych ludzi, którzy chcą przejąć po nich pałeczkę.

Zbigniew Orłamowski – człowiek, który zawsze wskazuje na innych
Rozmawiając ze Zbyszkiem Orłamowskim, można szybko zauważyć jedną rzecz.
Jest optymistą.
Jest człowiekiem skromnym.
A czasami – jak sam środowiskowo można powiedzieć z uśmiechem – potrafi być też trochę despotą, szczególnie kiedy trzeba doprowadzić organizację zawodów do poziomu, którego sam od siebie i innych oczekuje.
Ale jest coś, co powtarza bardzo wyraźnie.
Bez ludzi, którzy przez te wszystkie lata byli i nadal są wokół niego, sam nie byłby w stanie tego wszystkiego zrobić.
I chyba właśnie w tym zdaniu najlepiej zamyka się historia strykowskiego motocrossu.
Bo choć łatwo wskazać prezesa, działacza czy najbardziej utytułowanego zawodnika, za każdym klubem stoi znacznie większa grupa.
Mechanicy.
Rodzice.
Trenerzy.
Działacze.
Wolontariusze.
Sędziowie.
Przyjaciele klubu.
Sponsorzy i partnerzy.
Ludzie przygotowujący tor wtedy, kiedy kibice jeszcze śpią, i sprzątający go wtedy, kiedy ostatni zawodnik dawno odjechał do domu.

Organizacja na najwyższym poziomie
Organizatorzy ze Strykowa od lat starają się przygotowywać każdą imprezę na jak najwyższym poziomie.
Nie jest to zasługa jednej osoby.
To efekt współpracy całego środowiska.
Bardzo ważnym elementem tego układu jest również strykowski samorząd, który od lat wspiera lokalny sport i pomaga tworzyć warunki do organizowania dużych imprez motocrossowych.
To dobry przykład pokazujący, że współpraca klubu, miasta, działaczy, partnerów i mieszkańców może naprawdę funkcjonować.
Sport motorowy potrzebuje przecież nie tylko zawodników i motocykli.
Potrzebuje również miejsca, infrastruktury i ludzi, którzy rozumieją, jak dużą wartość może mieć dla lokalnej społeczności.
AMIC Energy Motocross – współczesny rozdział tej historii
Dzisiaj polski motocross wygląda zupełnie inaczej niż kilkadziesiąt lat temu.
Zmieniły się motocykle.
Zmieniło się przygotowanie zawodników.
Zmieniła się organizacja zawodów i sposób ich promocji.
Jedno jednak pozostało bez zmian – bez ludzi, klubów i partnerów zaangażowanych w rozwój dyscypliny nie da się tworzyć dużych wydarzeń.
Dlatego ważnym elementem współczesnego rozdziału tej historii jest AMIC Energy.
AMIC Energy to nie tylko nazwa widoczna na materiałach promocyjnych.
To partner cyklu, który łączy organizatorów, kluby, zawodników oraz kibiców z różnych części Polski i pomaga budować coraz mocniejszą markę motocrossowych zawodów.
I właśnie takiego wsparcia potrzebuje nasza dyscyplina.
Silnych klubów.
Zaangażowanych działaczy.
Dobrych samorządów.
Partnerów biznesowych.
I ludzi, którzy patrzą dalej niż tylko na najbliższy weekend zawodów.
Więcbork, Lipno, Człuchów… teraz Stryków
Sezon AMIC Energy Motocross 2026 prowadził zawodników przez kolejne mocne ośrodki polskiego motocrossu.
Był Więcbork.
Było Lipno.
Był Człuchów.
Teraz przyszedł czas na Stryków.
I właśnie tutaj historia robi się wyjątkowo symboliczna.
Zbigniew Orłamowski wiele lat temu razem z Jerzym Zielińskim budował tor w Lipnie.
Później razem z Kazimierzem Witczakiem i jego synem współtworzył motocross w Strykowie.
Dziś kolejne pokolenie zawodników ponownie spotka się właśnie tutaj podczas wielkiego finału AMIC Energy Motocross 2026.
Trudno o piękniejszą klamrę.
12–13 września Stryków ponownie będzie żył motocrossem
Finał zawsze ma wyjątkowy smak.
To tutaj kończą się kalkulacje.
To tutaj rozdawane są ostatnie punkty.
Czasami jeden start, jeden zakręt albo jeden błąd decydują o końcowym wyniku całego sezonu.
12–13 września 2026 roku Stryków ponownie będzie żył motocrossem.
Na torze spotkają się zawodnicy różnych klas, zespoły, rodziny, mechanicy oraz kibice.
Ale patrząc na kolejne motocykle ustawiające się przy maszynie startowej, warto pamiętać o tych wszystkich ludziach, którzy przez dziesięciolecia pracowali na to, żeby takie zawody mogły się tutaj odbywać.

Ludzie tworzą motocross
Tor można usypać.
Motocykl można kupić.
Zawody można wpisać do kalendarza.
Ale historii nie da się kupić.
Tworzą ją ludzie.
Jerzy Zieliński.
Kazimierz Witczak.
Zbigniew Orłamowski.
Jerzy Gałaj. Paweł Wizgier. śp. Daniel Wojtczak. Maciej Strugiński. Marcin Gorący. Dariusz Siuda. Krzysztof Jarmuż.
A dzisiaj tę historię dalej piszą:
Tymoteusz Dąbrowski, Wincenty Wroński, Kacper Kośmider, Filip Smolczyński, Hubert Miśkiewicz i Damian Kwestarz.
Za nimi stoją dziesiątki kolejnych osób, których nazwiska być może nigdy nie pojawią się w wynikach zawodów, ale bez których motocross w Strykowie nie mógłby istnieć.
I właśnie dlatego przed finałem AMIC Energy Motocross 2026 warto spojrzeć na Stryków nie tylko jak na miejsce ostatniej rundy sezonu.
To kawał historii polskiego motocrossu.
Historii, która trwa od dziesięcioleci.
I wszystko wskazuje na to, że kolejne pokolenia dopiszą do niej jeszcze wiele rozdziałów.
Do zobaczenia 12–13 września w Strykowie.
Bo motocross to nie tylko wyniki.
To ludzie, miejsca, historia i kolejne pokolenia, które piszą ją dalej.
MXWójcik – żyjemy motocrossem. 🏁

Lubisz nasz artykuł? Śmiało udostępnij na swoim profilu lub pozostaw „like” poniżej.


