Wieczorem człowiek siada, przegląda Facebooka, TikToka, lokalne grupy i różne portale. I właściwie co chwilę trafia na podobny temat.
Ktoś jedzie pit bike’iem po osiedlu. Ktoś crossówką w miejscu, w którym nie powinien się znaleźć. Gdzieś mieszkańcy skarżą się na quady, gdzie indziej trwa kolejna dyskusja o szybkich pojazdach elektrycznych, które coraz mniej przypominają zwykłe rowery.
Policja interweniuje. Mieszkańcy się denerwują. Pojawiają się kolejne zakazy, mandaty i apele.
No dobrze.
Ale może czas zadać również inne pytanie:
Skoro ludzi chcących jeździć w terenie jest coraz więcej, to gdzie właściwie mają jeździć?

Samymi zakazami tego nie rozwiążemy
Żeby była jasność – nikt rozsądny nie będzie bronił jazdy motocyklem pomiędzy spacerującymi ludźmi, po osiedlach, parkach czy w miejscach, w których można stworzyć zagrożenie albo przeszkadzać innym.
Ale warto spojrzeć na problem również z drugiej strony.
Pit bike’i, motocykle crossowe, enduro, quady i różnego rodzaju pojazdy terenowe cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Coraz więcej dzieci, młodzieży i dorosłych chce spróbować jazdy poza asfaltem.
Ta pasja nie zniknie tylko dlatego, że ustawimy kolejną tabliczkę:
ZAKAZ WJAZDU.
Możemy przez następne lata walczyć ze skutkami.
Możemy również zacząć szukać rozwiązania.
Może zamiast kolejnego zakazu – legalny tor?
Dlaczego miasta, gminy, powiaty i inne samorządy nie miałyby zacząć szukać terenów przeznaczonych właśnie dla off-roadu?
I od razu zaznaczmy:
nie chodzi o budowanie toru motocrossowego pod blokami.
Chodzi o miejsca poza zwartą zabudową, odpowiednio oddalone od mieszkańców, gdzie hałas i ruch motocykli nie będą nikomu przeszkadzały.
Nie każdy taki obiekt musi być przecież wielkim torem przygotowanym do organizacji Mistrzostw Polski.
Może powstać:
mały tor treningowy,
pętla dla pit bike’ów,
miejsce dla początkujących,
strefa dla dzieci,
odcinek treningowy dla enduro,
czy po prostu odpowiednio przygotowany teren, na którym można legalnie pojeździć.
Do tego regulamin, określone godziny funkcjonowania, zasady bezpieczeństwa i osoba odpowiedzialna za obiekt.
I nagle zamiast przypadkowej jazdy gdzie popadnie zaczynamy tworzyć zorganizowaną społeczność.

Młody człowiek i tak będzie chciał jeździć
To chyba najważniejszy element całej dyskusji.
Jeżeli młody człowiek zakocha się w motocyklach, dostanie swojego pierwszego pit bike’a albo crossówkę i poczuje tę niesamowitą frajdę z jazdy, samo powiedzenie mu:
„Nie wolno jeździć”
nie sprawi, że jego pasja zniknie.
On nadal będzie chciał wsiąść na motocykl.
Pytanie tylko:
gdzie?
Czy pojedzie na przygotowany tor, gdzie są zasady, inni zawodnicy, instruktorzy i ludzie z doświadczeniem?
Czy zacznie szukać miejsca na własną rękę?
A później wszyscy dziwimy się, że ktoś pojawił się tam, gdzie pojawić się nie powinien.
Może więc warto wcześniej stworzyć mu alternatywę?

Motocross i off-road to również sport
Czasem mam wrażenie, że sporty motorowe nadal traktowane są jak coś znajdującego się gdzieś na marginesie sportu.
A przecież motocross, pit bike czy enduro to nie tylko odkręcanie gazu.
To kondycja.
Technika.
Koncentracja.
Dyscyplina.
Odpowiedzialność.
Szacunek do innych zawodników.
Nauka zasad bezpieczeństwa.
Na torze bardzo szybko człowiek zaczyna rozumieć, że nie jest sam.
Są szybsi i wolniejsi.
Trzeba obserwować otoczenie.
Trzeba panować nad motocyklem.
Trzeba mieć odpowiednie wyposażenie.
Trzeba przestrzegać zasad.
Dziecko, które zaczyna od małego pit bike’a, może z czasem trafić do klubu, rozpocząć regularne treningi, wystartować w pierwszych zawodach, poznać nowych ludzi i znaleźć sportową pasję na wiele lat.
I właśnie takie miejsca powinny tę drogę umożliwiać.

Nie każdy musi grać w piłkę
Budujemy boiska.
Budujemy skateparki.
Powstają hale sportowe, korty, siłownie plenerowe, ścieżki rowerowe i inne miejsca rekreacji.
I bardzo dobrze.
Ale nie każdy młody człowiek chce grać w piłkę.
Nie każdy chce biegać.
Nie każdy chce trenować koszykówkę.
I nie każdy chce cały wolny czas spędzać przed komputerem czy telefonem.
Są dzieciaki, które na widok motocykla dostają błysku w oczach.
Są rodzice, którzy wspólnie z dziećmi spędzają weekendy na torach.
Są dorośli, dla których kilka godzin jazdy jest najlepszym sposobem na oderwanie się od codziennej pracy.
To również jest sport.
To również jest pasja.
I ci ludzie również potrzebują swojego miejsca.
HALO POLSKA!
Może więc czas, aby miasta, gminy, powiaty i inne jednostki samorządowe zaczęły częściej rozmawiać ze środowiskiem off-roadowym.
Z klubami.
Z zawodnikami.
Z trenerami.
Ze szkółkami.
Z organizatorami zawodów.
Z rodzicami dzieci jeżdżących na pit bike’ach.
Z ludźmi, którzy znają ten sport od środka.
Nie po to, żeby pozwolić każdemu jeździć wszędzie.
Wręcz przeciwnie.
Po to, żeby stworzyć miejsca, w których można jeździć legalnie, bezpiecznie i bez przeszkadzania innym.
Bo jeżeli jakaś forma aktywności staje się coraz popularniejsza, być może nie wystarczy tylko jej zakazywać.
Trzeba ją również mądrze zagospodarować.
Motocross.
Pit bike.
Enduro.
Quady.
Małe motocykle, duże motocykle, dzieci, młodzież i dorośli.
Nasza społeczność istnieje.
I będzie się rozwijała.
Dlatego może najwyższy czas powiedzieć głośno:
HALO POLSKA!
OFF-ROADOWCY TEŻ POTRZEBUJĄ SWOJEGO MIEJSCA.
Zamiast zastanawiać się wyłącznie, jak karać tych, którzy jeżdżą tam, gdzie nie powinni, zastanówmy się również, gdzie stworzyć im miejsce, w którym jeździć będą mogli.
Bo samymi zakazami problemu nie rozwiążemy.
A niektórzy naprawdę zamiast krwi mają w żyłach benzynę. 🏁
A Wy co o tym myślicie? Czy władze miast i gmin powinny tworzyć więcej legalnych miejsc do uprawiania sportów off-roadowych?
Motocross to nasza praca. Nasza historia. I przede wszystkim nasza pasja.
Lubisz nasz artykuł? Śmiało udostępnij na swoim profilu lub pozostaw „like” poniżej.



